cz.1 “Dzieciństwo”

               Konie w moim życiu były od zawsze, na pytanie jak to się wszystko zaczęło nie potrafię dać jasnej odpowiedzi. Większość ludzi związanych z środowiskiem końskim na tak postawione pytanie odpowiada : „to rodzice zabrali mnie do stadniny gdzie po raz pierwszy jeździłem na Kubusiu” albo „to u nas rodzinne”… W moim przypadku wyglądało to troszeczkę inaczej gdyż, jak się okazuje nie mam pradziadków, którzy byli kawalerzystami czy należeli do pułku ułanów konnych. Miłości do koni nie wyssałam też „z mlekiem matki” ani w siodle się nie urodziłam – mimo iż tak właśnie się czuje. Co istotne, nikt w mojej rodzinie z tymi pięknymi zwierzętami styczności nie ma (a szkoda).

Więc jak to było ze mną?

               Duże, małe, plastikowe, porcelanowe, na pocztówkach i wycinkach z gazet … każdy wizerunek konia czy kuca nie przeszedł przez moje ręce obojętnie. Nawet najmniejszy obrazek przedstawiający te niezwykłe istoty niemal natychmiast wklejany był do zeszytu czy też starannie segregowany w pudełku specjalnie do tego przystosowanym.

Półki „uginały się” od figurek koni a gdy moim oczom na sklepowej witrynie ukazały się jakieś mniej lub bardziej szczególne eksponaty bardzo pragnęłam je mieć. Warto przy tym wspomnieć, że jak każda mała dziewczynka miałam wiele sposobów aby je zdobyć.

                 Poza tymi wszystkimi materialnymi rzeczami zaczęły się również pojawiać w moim życiu prawdziwe konie… Jednym z pierwszych z jakimi miałam wówczas styczność była piękna siwa klacz, której właścicielem był ojciec mojej koleżanki.

Nigdy nie zapomnę, jak sadzał on nas na grzbiecie Siwej – bo tak miała na imię – i prowadzał po górach, kwiecistych łąkach i polnych dróżkach. Ten świat, widziany z końskiego grzbietu był zupełnie inny, piękniejszy… Tak jest do dziś.

                  Wspomnienie tych pełnych radości, dziecięcych przejażdżek pozwala mi wierzyć, że koń jest istotą niezwykłą, wspaniałą w swojej bezinteresowności dając nam wiele ciepła, miłości a przede wszystkim radości.

Od tych niezwykle inteligentnych zwierząt możemy się wiele nauczyć – wystarczy tylko potrafić ich słuchać być otwartym na to , co one chcą nam przekazać… budujemy wówczas więź, która jest na tyle niezwykła, iż oparta jest na wzajemnym zaufaniu między człowiekiem a zwierzęciem.

Zyskujemy wtedy najlepszego przyjaciela, który zawsze nam pomoże gdy jest nam smutno bo to właśnie do niego możemy się przytulić czy wypłakać się w jego grzywę gdy jest nam źle. On jeden nie będzie zadawał pytań a jedynie cierpliwie słuchał… jak prawdziwy przyjaciel.

                Warto pamiętać o jednej rzeczy – nie ma koni złych, są tylko takie które zostały skrzywdzone przez człowieka tracąc do niego zaufanie i stając się agresywne. Oczywiście jest też wiele innych czynników przez które konie staja się agresywne np. brak możliwości wybiegania się, przebywanie w ciasnym boksie itp. które blokują mu dostęp do naturalnych zachowań. Często mówi się, że ogiery są agresywne ale w znacznym stopniu to człowiek się do tego przyczynia choćby zamykając go w boksie obok klaczy. Z osobnikami agresywnymi płci męskiej spotykamy się również u wnętrów lecz wówczas jedynym rozwiązaniem jest operacja…

Opublikowane w: on lipiec 1, 2009 at 4:25 pm Komentarze (1)
Tags: , , ,

Historia lubi się powtarzać. Ot i tyle… Kropka, a nawet trzy

Opublikowane w: on czerwiec 29, 2009 at 4:45 pm Skomentuj

Kolejna notka o wszystkim i o niczym… Zacznę od Wrocławia, gdyż tam rzecz jasna spędziłam ostatni weekend, który… o dziwo nie ciągnął się w nieskończoność. Jestem do tyłu z kolokwium z chemii, w sumie nawet nie oddawałam kartki, bo była pusta :P Z fizjologii chyba ok., trochę się rozpisałam o ciśnieniu osmotycznym i o składzie krwi, mam nadzieję, że to będzie wystarczające na jakąś pozytywną ocenkę. A anatomia? Cóż, pisaliśmy z inną prowadzącą i mogę powiedzieć , że pozytywnie to widzę J Po zajęciach z anatomii wychodząc z prosektorium przechodziliśmy przez salę w której akuratnie weterynaria miała kolokwium praktyczne czy coś w tym stylu. No to pooglądałam sobie pokrojonego owczarka niemieckiego i coś co było bardzo kudłate z zewnątrz :P Szkoda, że nie mamy takiej części praktycznej na zajęciach…

            Dziś poniedziałek, czuję się od rana bardzo źle, boli mnie głowa i czuję się ogólnie jakby mnie walec rozjechał… Wypiłam dziś wyjątkowo tylko dwie kawy z nadzieją, że może mi pomoże ale póki co efektów nie widać. A szkoda, bo miałam upiec pyszne ciasto z truskawkami i bitą śmietaną :P Mmmm… może jutro upiekę.

            Pomagałam dziś zmieniać tacie koła w samochodzie, dostałam przeszkolenie i już wiem jak to się robi w razie gdyby kiedyś gdzieś, coś… (odpukać) to już będę wiedziała co i jak :)

            Idę walczyć z bólem.

Jak mnie głowa nie przestanie boleć to Goździkowa dostanie wpierdol…

Opublikowane w: on czerwiec 15, 2009 at 6:12 pm Skomentuj

11 dzień czerwca

Mamy 11 dzień czerwca, za oknem noc a przed monitorem lata spragniona światła ćma. Siedzę sobie i zastanawiam sie co ze sobą zrobić. Rodzice pojechali na weekend do Ochotnicy a ja nawet nie mam z kim porozmawiać. Uczyć mi się nie chce, spać też, nawet nie spakowałam się na jutrzejszy wyjazd do Wrocławia. Wynikiem mojego bezsensownego wpatrywania sie  w monitor jest ta oto notka. Zwykłe pisanie o niczym… bo niby o czym miałabym pisać?

Pracy nie ma. Nie ma i nie będzie. Przynajmniej dla mnie… A tak miałam nadzieję, że może coś się ruszy, że oderwę się od tego wszystkiego i zarobię trochę kasy. Póki co na ogłoszenie nikt nie odpowiada, w sieci też nie ma ciekawych ofert, wszędzie tylko instruktora z uprawnieniami albo stajennego szukają… Staram się zachować jeszcze trochę optymizmu, że może coś się ruszy. W każdym razie poczekam do końca miesiąca. Później jest jeszcze opcja zapasowa, w moim wypadku ostateczność – wynajmowanie mieszkania w mieście i praca w jakimś tandetnym sklepie, czego bym sobie najmniej życzyła. Niestety miejsce zwane agroturystyką gdzie pojechałam rozmawiać kwalifikacyjnie okazało się być totalną porażką, choć zapowiadało się inaczej już po poznaniu właściciela wiedziałam, że nie chcę tam pracować (temat na oddzielną notkę, która i tak nie powstanie)…

Nie ma co tu siedzieć, czas iść przytulić poduchę i przespać się chociaż pare godzin przed kolejnym ciężkim - dla niektórych długim – weekendem… :(

Opublikowane w: on czerwiec 11, 2009 at 9:12 pm Skomentuj
Tags: , ,

Możesz nazywać mnie hipokrytką, bezczelną egoistką, wyrafinowaną jędzą, możesz obrzucać mnie pretensjami, opowiadać o mnie rzeczy, które wymyślisz na poczekaniu aby sobie poprawić samopoczucie, możesz zaatakować mnie w ciemnej uliczce, wyciągnąć nóż, pociąć na kawałki…

Opublikowane w: on at 8:52 pm Skomentuj

rozmowa, szkoła, konie…

Cóż… jak by to powiedzieć, a raczej napisać… wyjeżdżam jutro rozmawiać kwalifikacyjnie w okolice Torunia. W sumie to wyjeżdzam już dziś, narazie tylko do Wrocławia gdzie mam zamiar skorzystać z gościnności mojego brata i bratowej. Szczerze mówiąc nie chce mi się jechać, wolałabym posiedzieć w domu niż tłuc się pociągiem przez pół Polski w upalny majowy dzień.

Co najważniejsze z ostatniego weekendu: jak sie okazuje nie jest tak źle, jest gorzej niż myslałam. Chemia poprawa zaliczona, kolokwium też i to na 3… szczerze myślałam, że poszło mi lepiej, ale cóż, trzeba się cieszyć i z tego. Co do anatomii to jestem wściekła na siebie i to bardzo… nie zaliczyłam przez własną głupotę. Zamiast odpowiedzieć na ostatnie pytanie tak jak mi się wydawało postanowiłam nie odpowiedzieć wcale, a przecież nigdy tak nie robiłam! Zawsze wolałam odpowiedzieć cokolwiek a tu nagle coś mnie podkusiło żeby sobie odpuścić… ostatnie pytanie… Najgorsze jest to, że gdybym na nie odpowiedziała miałabym już to wszystko z głowy, zaliczyłabym i to nawet z zapasem. Ehh, jaki to człowiek czasami głupi. No nic, pójdę na poprawę i zaliczę. Wyjścia innego nie ma.

We wtorek byłam na koniach, pojeździłam trochę a że była to moja trzecia normalna jazda w ciągu 8 miesięcy,czyli czwarta po wypadku to można tylko sobie wyobrazić jak od dwóch dni bolą mnie wszystkie mięśnie…

Opublikowane w: on maj 21, 2009 at 9:54 am Skomentuj
Tags: ,

Chemia…

Zbliża sie koniec mojej kariery na uczelni… miło… nawet nie mam siły walczyć… Z resztą nie mam siły na nic…

Opublikowane w: on maj 14, 2009 at 4:01 pm Skomentuj

Jupi :D

No i udało się! :)   jadę na rozmowę kwalifikacyjną, choć wiem, że ta praca jest już moja:) Bardzo się spodobałam moim przyszłym pracodawcom i pozostała jeszcze kwestia czy mi spodoba się u nich ;] Czyli ogólnie jest lepiej niż myślałam, cieszę się z tego powodu bo to podniosło moją samoocene po ostatnich wydarzeniach. Miło usłyszeć od kogoś, że jest sie sympatyczną, pozytywną i wrażliwą osobą kochającą konie… O to chodziło.  Pozwolili sobie obejrzeć zdjęcia na nk i stwierdzili, że takiej osoby szukają;]  Jest super :)

“Ponad górami słońce i wszystko proste tak… “ :)

Opublikowane w: on maj 13, 2009 at 11:29 am Skomentuj
Tags:

Nowy rozdział :)

             Co za dzień, wczoraj było zimno, padał deszcz burza za burzą i w ogóle brrr… a dziś? Dziś, prawie 30 stopni… ten świat zwariował, i to bardzo. Efektem tego jest nieustępujący drugi dzień ostry ból głowy a do tego gratis dziś oszałamiający ból kolana dzięki któremu jestem uwięziona w domu i nie mogą chodzić. Pech. Ciekawa jestem tylko jaka pogoda będzie wobec tego jutro? A jaka szykuje się w weekend? Pożyjemy – zobaczymy.

              Co do weekendu to ten zbliżający się wielkimi krokami zapowiada się… hmm… no właśnie… zapowiada się być walką o przetrwanie. A może to zbyt mało powiedziane? Nie wiem, ale jak to mówią „wyjdzie w praniu” J Szykuje się kolejna poprawa z chemii + kolokwium z tego okropnego przedmiotu, kolokwium z anatomii (czyli to co tygryski lubią najbardziej) no i z fizjologii … mmm… kocham taką ilość materiału :D Niestety żałuje jednego, ominie mnie jarmark średniowieczny ale cóż… może za rok sama wezmę w nim udział, gdyż jestem na etapie załatwiania sobie miejsca w bractwie rycerskim J Ale o tym kiedy indziej.

            W zeszłą niedzielę byłam z rodzicami na giełdzie samochodowej z zamiarem kupna samochodu ale jak się okazało spóźniłam się dosłownie o jakieś pół godziny – jedyny samochód spełniający moje oczekiwania odjechał z nowym właścicielem… Inny, znaleziony na allegro niestety był zbyt daleko. Doszłam do wniosku że kupię samochód dużo lepszy kiedy pojadę do pracy, czyli już niedługo :)

               Nowy rozdział mojego życia zaczyna się bardzo interesująco, oby tak dalej :D Tymczasem wracam do układu nerwowego i gruczołów dokrewnych. Bye.

Opublikowane w: on maj 12, 2009 at 3:40 pm Skomentuj

A miało być tak pięknie… Trudno.

„Powoli przyzwyczajam się
Do swej nieobecności
Powoli przyzwyczajam się
Do swej obojętności i tak
Czasem sobie myślę że
Lepiej byłoby gdyby nie było cię
A może nie
A może właśnie mylę się
I tak sobie myślę że
Wszystko czego pragniesz czego chcesz
Spala się
Zanim wyciągniesz po to ręce
Spala się
To tylko jedno tylko proszę cię

Odpocznijmy”

Nigdy nie spodziewałam się, że relacje między dwoma ludźmi  mogą być tak zażarte, tak przepełnione nienawiścią, żalem, pretensjami i ogólnym zniechęceniem…

„A latarnie, które kiedyś
Były nam drogowskazami
Teraz milcząc kataraktą
każą iść za piorunami
Tak bezsilni, bezradni
wysyłamy SOSy
Zanim wiatr
Wiatr odnowy
Pourywa nam głowy”

Maj 2007, to właśnie wtedy się zakochałam, uległam jego spojrzeniom i poczułam jakby słońce zaczęło świecić znów jaśniej. Nikt nie mówił, że będzie łatwo – on starszy ode mnie o 9 lat, z pełnym bagażem doświadczeń, ja wówczas licealistka z niesprecyzowanymi planami na przyszłość. Kiedy patrzę na to z perspektywy czasu trudno uwierzyć mi, że jednak były chwile kiedy było wspaniale…

Maj 2008, miał być datą, kiedy mieliśmy się zaręczyć – tak wiele w ciągu tego roku od poznania mówił o tym, snuł plany. Ostatecznie nie doszło do żadnych zaręczyn gdyż związek nasz przeżywał w tym czasie kryzys, jak się okazało później – nie pierwszy i nie ostatni… tak wiele razy w ciągu tego czasu zostałam skrzywdzona, tak wiele złych zdarzeń miało miejsce, tak wiele bólu kiedy na imprezach musiałam chować mokre od płaczu policzki gdy zrywał ze mną i rzucał we mnie srebrna obrączką – tak ważnym wówczas dla niego „symbolem”…

„Czas
Nie leczy ran
Świat
Do wesela się zagoić miał”

W sierpniu nie wytrzymałam, postanowiłam tym razem ja zakończyć ten związek, żałując, że nie skorzystałam wcześniej z okazji kiedy to on za wszelką cenę chciał mnie zostawić. Jaka ja byłam wtedy głupia, że prosiłam go o powrót, zalewałam się łzami… a mogłam już wtedy powiedzieć dość! Ale tak bardzo wtedy kochałam.

Patrząc z perspektywy czasu, to moje zerwanie w sierpniu stanowiło pewnego rodzaju granicę dzieląca naszą znajomość na dwie części: tę kiedy to on był zły i tę kiedy to ja byłam zła.  Jak się wczoraj dowiedziałam ta część kiedy to on był zły jest „niepotrzebnym wracaniem w przeszłość” – jak dla niego bardzo niewygodną…

Po rozstaniu wcale nie stałam się wolna, ba! nawet nie dane było mi się tak poczuć, ale mimo to nie chciałam zrywać kontaktu, chciałam utrzymywać znajomość. Nie wiedziałam jeszcze wtedy ze właśnie w ten sposób „podpisuje na siebie wyrok”. Kontakt był nieustanny, ciągle czułam się osaczona, nie mogłam nigdzie wyjść żebym  nie była posądzona o spotykanie się z jakimś facetem, nie mogłam mieć włączonego gadu, bo gdy słyszał przez telefon dźwięk czyjejś dostępności robił mi awanturę, że z kimś gadam. Dzwonił często i gęsto, mimo moich próśb, gróźb i złości. Nie rozumiał nic i tak zostało do dziś. Nigdy nie dawałam mu szansy na powrót, w zamian za to słyszałam jak on mnie kocha i że będzie czekał…

„ale kiedy mówisz do mnie słońce
traktuję to co nieco opacznie
ty jesteś jednym a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie…”

Czas mijał a nasze relacje z dnia na dzień były coraz gorsze… on mimo to dalej nic nie rozumiał, dzwonił ciągle, ja ciągle się denerwowałam i tak w kółko. Rozmowy, prośby, groźby nie trafiały do niego, a przecież „on się tak dla mnie zmienił”.  Pamiętam jak kiedyś, dawno temu powtarzał, że od miłości do nienawiści jeden krok, miał rację… W tym jednym miał cholerną rację…

„Ile Cię trzeba dotknąć razy żeby się człowiek poparzył?
No ale tak żeby już więcej ani razu
Żeby już więcej za nic
Żeby już więcej nie miał odwagi
No ile razy?!”

Maj 2009, jest miesiącem kiedy wszystko doszczętnie się popsuło. A popsuło się z czyjej winy? Oczywiście z mojej i tylko mojej – właśnie się wczoraj o tym dowiedziałam…

„Nie zapłacony prąd i gaz
Wyczerpany zapas miodu
Kto temu winien wszystkiemu no kto jak nie ja…”

Podsumowując 2 lata tej znajomości mogę powiedzieć, że mimo, iż byłam osobą nieufną ta znajomość sprawiła, że prawdopodobnie nikomu więcej nie będę potrafiła zaufać do tego stopnia, żeby być kiedykolwiek jeszcze osobą szczęśliwą.

„Bo ja chciałbym móc nie musieć wierzyć
Że kiedyś to dostanę co mi się należy…”

Dowiedziałam się też o sobie wielu rzeczy, które długo zapadną mi w pamięć…

„Bo tyle siebie znam
Ile z ust twych usłyszę
Ile obliczę sam z czarnych plam życiorysu
Bo tyle siebie znam
Ile z oczu twych wypatrzeć zdołam
Ile zrozumiem szeptu pod stołem”

Cóż czas zakończyć ten rozdział mojego życia i nie oglądając się wstecz zacząć pisać nowy – na czystych już kartach…

„To koniec… Zabiliśmy w sobie wszystko.
To koniec… Mogliśmy więcej, przykro.”

Opublikowane w: on maj 10, 2009 at 6:57 pm Skomentuj