Co za dzień, wczoraj było zimno, padał deszcz burza za burzą i w ogóle brrr… a dziś? Dziś, prawie 30 stopni… ten świat zwariował, i to bardzo. Efektem tego jest nieustępujący drugi dzień ostry ból głowy a do tego gratis dziś oszałamiający ból kolana dzięki któremu jestem uwięziona w domu i nie mogą chodzić. Pech. Ciekawa jestem tylko jaka pogoda będzie wobec tego jutro? A jaka szykuje się w weekend? Pożyjemy – zobaczymy.
Co do weekendu to ten zbliżający się wielkimi krokami zapowiada się… hmm… no właśnie… zapowiada się być walką o przetrwanie. A może to zbyt mało powiedziane? Nie wiem, ale jak to mówią „wyjdzie w praniu” J Szykuje się kolejna poprawa z chemii + kolokwium z tego okropnego przedmiotu, kolokwium z anatomii (czyli to co tygryski lubią najbardziej) no i z fizjologii … mmm… kocham taką ilość materiału
Niestety żałuje jednego, ominie mnie jarmark średniowieczny ale cóż… może za rok sama wezmę w nim udział, gdyż jestem na etapie załatwiania sobie miejsca w bractwie rycerskim J Ale o tym kiedy indziej.
W zeszłą niedzielę byłam z rodzicami na giełdzie samochodowej z zamiarem kupna samochodu ale jak się okazało spóźniłam się dosłownie o jakieś pół godziny – jedyny samochód spełniający moje oczekiwania odjechał z nowym właścicielem… Inny, znaleziony na allegro niestety był zbyt daleko. Doszłam do wniosku że kupię samochód dużo lepszy kiedy pojadę do pracy, czyli już niedługo
Nowy rozdział mojego życia zaczyna się bardzo interesująco, oby tak dalej
Tymczasem wracam do układu nerwowego i gruczołów dokrewnych. Bye.